(…) Najwyższa pora zacząć zadawać sobie pytania o to, jak będzie wyglądała rzeczywistość po pandemii.

W Polsce dostępna już jest szczepionka na Covid-19. Z pewnością jako pierwsze powinny otrzymać ją osoby najbardziej narażone na skutki koronawirusa. Osoby bezdomne to w większości ludzie schorowani, niedożywieni, o osłabionych i wyniszczonych organizmach, wielu z nich jest w podeszłym wieku. Są zatem jedną z tych grup podwyższonego ryzyka, do których szczepionka powinna trafiać w pierwszej kolejności. Czy tak będzie zastanawia się dr Paweł Jaskulski z Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta w Gdańsku, ekspert od bezdomności i koordynator Streetworkingu.


Kogo dotyka bezdomność?
Trudno o wspólny mianownik, ponieważ każdy przypadek bezdomności jest skomplikowany i wynika ze splotu wielu wydarzeń. Nie można generalizować i mówić o jednym bądź dwóch powodach - w zasadzie jedyne uproszczenie o jakim możemy mówić to takie, że nie ma osoby bezdomnej, która straciła dom wyłącznie z jednego powodu.


Kamyk, który uruchamia lawinę?
Konsekwencje pewnych sytuacji. Jeśli stracisz pracę, ale pozostałe sprawy w twoim życiu idą dobrze, to nie zostaniesz od razu bezdomny - tylko bezrobotny. Jeśli będziesz miał wypadek samochodowy i stracisz zdrowie, ale masz zabezpieczony byt i wsparcie rodziny, to nie zostaniesz bezdomnym, tylko niepełnosprawnym. Jeśli rozstaniesz się z bliskimi, ale panujesz nad swoim życiem, to nie zostaniesz bezdomnym, tylko samotnym. Ale jeśli te wszystkie rzeczy przydarza ci się w ciągu 2 lat – będziesz miał wypadek i stracisz zdrowie, zaczniesz się pocieszać alkoholem i popadniesz w uzależnienie, w efekcie czego stracisz pracę i przyjaciół – to bardzo prawdopodobne, że zostaniesz bezdomnym. Wbrew pozorom to nie jest rzadki scenariusz – takie rzeczy przydarzają się ludziom każdego dnia… 

 
Jaka jest skala bezdomności w Polsce?
Jak w każdym kraju na świecie statystyki nie oddają pełnej skali problemu bezdomności.  Oficjalnie badania mówią o około 30 tysiącach osób bezdomnych w Polsce, jednak specjaliści zajmujący się tą tematyką szacują, że jest ich dwa razy więcej, czyli około 50-60 tysięcy.


W jaki sposób Polacy radzą sobie z problemem bezdomności?
Bezdomność w każdym rejonie Polski wygląda trochę inaczej. Tereny wiejskie mają zupełnie inną specyfikę niż miasta. W obszarach post industrialnych wygląda to inaczej niż przykładowo w regionach, w których nie było wielkich zakładów przemysłowych. Każde z tych miejsc radzi sobie w różny sposób, dostosowany do lokalnych warunków. Ale jeśli miałbym generalizować i to wszystko uprościć rzekłbym, że w Polsce jesteśmy u progu pewnych zmian. Do niedawna wszystkie organizacje zajmujące się bezdomnymi walczyły o to, żeby zapewnić im jedzenie, ubranie i prowizoryczny dach nad głową. Przez pierwsze 20 lat po upadku komunizmu w Polsce przede wszystkim budowano schroniska dla bezdomnych, przytułki i jadłodajnie.


Co się w takim razie zmieniło?
Od kilku lat nie walczymy już tylko o to, aby pomóc bezdomnym przeżyć. Przede wszystkim koncentrujemy się na tym, aby wyprowadzić ich z bezdomności - zmienić ich życie i sprawić, żeby przestali być bezdomnymi. Coraz częściej uruchamia się programy mieszkaniowe, tworzy się centra integracji, które pomagają znaleźć pracę, stawia się na wsparcie psychologiczne i indywidualną asystenturę, która ma zachęcić człowieka do zmiany w jego życiu.


W każdym zakątku kraju można liczyć na tak kompleksową pomoc?
Jeszcze nie w każdym rejonie Polski bezdomni mogą liczyć na tego typu wsparcie, ale sytuacja jest dynamiczna i nowoczesnych organizacji przybywa. Wierzę, że za kilka lat tego rodzaju pomoc będzie powszechna. Dużo dało nam wejście do Unii Europejskiej i czerpanie z jej funduszy, oraz branie przykładu z zachodnich instytucji i ich doświadczeń. Dziś widać tego efekty.


Masz na myśli działalność Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta?
Moja organizacja – Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta – jest największą i najstarszą organizacją pozarządową w Polsce, specjalizującą się w pomocy bezdomnym. Od 40 lat działamy na terenie niemal całego kraju, mamy swoje oddziały w 67 miastach. Każdego dnia tysiące osób w Polsce korzystają z naszego wsparcia. Tak jak wspomniałem, w każdym regionie skala bezdomności jest inna, dlatego też nasza pomoc wygląda inaczej w każdym z miast. W niektórych oddziałach wykonujemy najprostsze usługi, jak rozdawanie posiłków. W innych, np. w Gdańsku, mamy rozbudowany i kompleksowy system wsparcia oferujący zarówno pomoc podstawową (jedzenie i ubranie), po najbardziej specjalistyczną (wsparcie psychiatryczne, programy mieszkaniowe, pomoc imigrantom etc.).  


Wybuch pandemii sparaliżował Wasze działania?
Nie ukrywam, że był dla nas dużym zaskoczeniem. Jak wszyscy, na początku łudziliśmy się, że do nas nie dotrze, a potem nie wiedzieliśmy do końca jak się zachować i co zrobić. Bardzo szybko doszliśmy do wniosku, że kluczowym będzie odizolowanie osób bezdomnych od potencjalnych źródeł zarażenia. Dziś, z perspektywy czasu, może się to wydawać oczywiste i mało odkrywcze, jednak wtedy był to dla nas bardzo ciężki moment, przynajmniej pod względem mentalnym. Musisz zrozumieć, że jesteśmy organizacją, której główną filozofią jest integracja ludzi bezdomnych ze społeczeństwem. Przez ostatnie dekady robiliśmy wszystko, aby społeczeństwo przestało odtrącać bezdomnych i spychać ich poza margines, a ludzie zamiast izolować się od bezdomnych zaczęli wyciągać do nich pomocną dłoń.
Nagle w jeden dzień wszystko to legło w gruzach i przestało mieć znaczenie. Okazało się, że dla dobra naszych podopiecznych musimy przede wszystkim zacząć ich izolować od reszty społeczeństwa, które nagle zaczęło stanowić dla nich potencjalne zagrożenie chorobowe.  


Jakie restrykcje byliście zmuszeni wprowadzić?
Na początku zaczęliśmy od uszczelnienia systemu pomocy i ośrodków, w których przebywali bezdomni. Noclegownie (czynne tylko w nocy) pozamienialiśmy na ośrodki całodobowe, aby ludzie nie musieli z nich wychodzić i kręcić się po mieście. We wszystkich ośrodkach zachęcaliśmy podopiecznych do pozostawania na ich terenie i nieopuszczania ich. Zapewnialiśmy żywność, środki higieniczne, nawet papierosy, do tego gry i animacja czasu wolnego, aby zniechęcić do wychodzenia. Zawiesiliśmy również wizyty i odwiedziny osób postronnych. Krótko mówiąc zamieniliśmy ośrodki dla bezdomnych w twierdze.


Nie do sforsowania?
Aby dostać się do tych twierdz, każdy nowy bezdomny musiał przejść przez kwarantannę. Specjalnie do tego zadania otworzyliśmy dodatkowe schronisko buforowe, do którego każdy nowy podopieczny trafiał na 14 dni, zanim zostawał przeniesiony do docelowego ośrodka. Ten ośrodek buforowy był jeszcze większą twierdzą niż pozostałe. Izolatki, kadra w kombinezonach - trochę przypominał plan zdjęciowy do filmu „Epidemia” z Dustinem Hoffmanem, oczywiście bez udziału wojska i policji. Ludzie przebywali w nim z własnej woli, gdyż obawa przed wirusem była dość duża.


Czyli sytuacja całkowicie pod kontrolą.
Raczej w zderzeniu z kolejnym wyzwaniem, jakim okazali się bezdomni przebywający poza naszymi ośrodkami i nie korzystający na co dzień z naszego wsparcia. Wszyscy ci ludzie, żyjący na ulicy, którzy każdego dnia przemierzają miasto transportem publicznym, odwiedzając galerie handlowe, centra turystyczne i inne miejsca publiczne, w poszukiwaniu jedzenia lub możliwości żebrania – stanowili w tej nowej sytuacji nie lada problem. Po pierwsze, będąc bardzo mobilną grupą, wchodzącą w ciągłe interakcje z otoczeniem, byli bardzo narażeni na zakażenia, od osób które spotykają. Jednocześnie same stanowiły zagrożenie, stając się potencjalnymi nosicielami.
Po drugie, zamknięcie galerii handlowych i brak turystów na mieście sprawiły, że ludzie ci stracili swoje podstawowe źródło zdobywania pieniędzy i pożywienia. Znaleźli się zatem w sytuacji bez wyjścia. Aby temu zaradzić, każdego dnia w teren ruszały nasze ekipy Streetworkerów (pracowników terenowych), oraz specjalny autobus, na pokładzie którego była żywność, ubrania, ratownik medyczny i dodatkowi specjaliści. Odwiedzali oni wszystkie znane nam miejsca, w których koczują osoby bezdomne, rozdawali im jedzenie, maseczki, ubrania, sprawdzali temperaturę i przede wszystkim zachęcali do pozostania w swoich miejscach i nieporuszania się po mieście.


Z satysfakcjonującym finałem?
Wszystkie te rozwiązania sprawiły, że w ośrodkach, w których je wdrożyliśmy od początku pandemii do dziś nie zanotowaliśmy ani jednego przypadku covid-19 wśród osób bezdomnych. Wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie, zwłaszcza gdy porównasz to do sytuacji w polskich domach dla seniorów i Domach Pomocy Społecznej, gdzie pandemia zebrała śmiertelne żniwo. Ale nam się to udało. Nie byłoby jednak tego sukcesu, gdyby nie olbrzymia pomoc finansowa jaką otrzymaliśmy od Ministerstwa Polityki Społecznej. Już na początku pandemii dostaliśmy od nich wsparcie i zielone światło dla naszych pomysłów, dzięki czemu mogliśmy zacząć działać od razu. Drugim ważnym partnerem okazały się samorządy lokalne, które wraz z nami uczestniczyły w tym przedsięwzięciu. Może to zabrzmieć jak jakiś pusty slogan, ale naprawdę w obliczu zagrożenia stanęliśmy wszyscy ponad podziałami.


Jesteście gotowi na kolejną falę Covid-19? Czego się spodziewacie?
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że powinno być nam łatwiej, gdyż mamy już gotowe procedury i przetestowane rozwiązania. Niestety jak zawsze, zawodnym może się okazać czynnik ludzki. Od jakiegoś czasu obserwujemy rozluźnienie i znieczulenie wśród naszych podopiecznych, w temacie koronawirusa.
Pewnie dlatego, że emocje opadły, a świat znów ruszył z miejsca.
Ludzie coraz bardziej przyzwyczajają się do tego zagrożenia i coraz mniejsze robi ono na nich wrażenie. Pojawiają się głosy, że skoro nikt nie zachorował to może ta choroba wcale nie jest taka groźna. Nawet teorie spiskowe mówiące, że ona wcale nie istnieje. Obawiam się zatem tego, że gdy nadejdzie kolejna fala zachorowań, nasi podopieczni ją zbagatelizują i nie będą się chcieli poddać rygorom sanitarnym w takim stopniu, w jakim poddali się na początku. Zatem robimy zapasy, przyglądamy się sytuacji na bieżąco i liczymy, że ponownie nam się uda. Obawiam się jednak, że pod względem czysto ludzkim każda kolejna fala może być o niebo trudniejsza do przetrwania.


Czujesz, że udało się Wam wypracować rozwiązanie, które inne kraje mogłyby naśladować?
Nie zamierzam udawać mądrali i nikogo pouczać. Sytuacja w każdym kraju jest nieco inna i pandemia nie zawsze przebiega w taki sam sposób. Na przykład, gdybyśmy chcieli porównać naszą sytuację do sytuacji Włoch, to tak naprawdę my mieliśmy to szczęście, że pandemia w Polsce zaczęła się nieco później. Mieliśmy dodatkowy miesiąc na przygotowania i planowanie. Miesiąc, którego Włosi nie mieli. Poza tym Włoskie społeczeństwo jest starsze od Polskiego. Mają więcej seniorów, zatem ludzi bardziej podatnych na skutki pandemii. Różnice można by jeszcze długo wymieniać. Wiem, że we Włoszech jest mnóstwo profesjonalistów, miałem okazję ich poznać np. organizację Fio.PSD i specjalistów takich jak Paolo Brusa z Turynu. Jestem pewien, że pomysłów na radzenie sobie z pandemią jest mnóstwo. Jedyna rada na jaką chciałbym się tu zdobyć jest taka: nie próbujcie radzić sobie z pandemią w pojedynkę. Nie ważne, jak ambitną organizacją jesteście, nie ważne jak dzielnego przywódcę macie w swoim mieście, tylko współpraca pomiędzy wszystkimi graczami daje szansę zwycięstwa. Organizacje pozarządowe, rząd, samorząd lokalny, policja i służba zdrowia oraz inni, muszą stać obok siebie, aby system pomocy był szczelny i nie przepuścił ani jednej zarażonej osoby.
Najwyższa pora zacząć powoli zadawać sobie pytania o to, jak będzie wyglądała nasza rzeczywistość po pandemii. Jest szczepionka na covid-19. Pytanie dotyczy sposobu jej rozpowszechniania. Z pewnością jako pierwsze powinny otrzymać ją osoby najbardziej narażone na skutki koronawirusa. Osoby bezdomne to w zdecydowanej większości ludzie schorowani, niedożywieni, o osłabionych i wyniszczonych organizmach, wielu z nich jest w podeszłym wieku. Są zatem jedną z tych grup podwyższonego ryzyka, do których szczepionka powinna trafiać w pierwszej kolejności. Czy tak będzie?  Obawiam się, że z racji swojego statusu społecznego bezdomni nie mogą na to liczyć. Ale miejmy nadzieję, że się mylę…


Rozmawiała Dagmara Rybicka TPBA Koło Gdanskie

  • cytat-01.png
  • cytat-02.png
  • cytat-03.png
  • cytat-04.png